
Co dobrego oferuje nam fantastyka?
Bardzo lubię ideę fantastyki, bo jest to gatunek, który pozwala wyjść poza schematy myślenia i tę przezroczystą, otulającą nas ciasno warstwę, którą nazywamy kulturą. Wydaje mi się, że zbyt często postrzegamy ten wytwór ludzkich wyobrażeń jako pewną prawdę o świecie i prawach natury. Bo skoro umówiliśmy się na przykład na pewnym etapie na wdrożenie w życie idei pieniądza, która określa, że kawałkowi papieru nadamy taką wartość, jaką określi napisany na nim znak, który również stanowi część jakiejś innej umowy między nami, to czy jest to naturalne? W rzeczywistości fragmentowi ściętego drzewa, jeśli umówimy się, że teraz jest po prostu kartką papieru, przypiszemy zupełnie inną wartość. I nie inaczej należy myśleć o wszystkich innych naszych umowach – są to pewne ideologie, które albo zostały zaakceptowane przez wszystkich i funkcjonują jako obowiązujące w świecie zasady, albo zostały przyjęte jedynie przez część. Ta pozostała frakcja, która musi funkcjonować w świecie sprzecznym z ich poglądami, ma dwa wyjścia: próbuje forsować swoje racje na dominującej grupie, albo tworzy jakieś ideologiczne enklawy w czasie lub przestrzeni. Jeśli ktoś chce poczytać trochę więcej o tym, co nam się wydaje jako ludziom, to polecam książki Yuvala Noah Harariego (choćby Homo Sapiens i 21 lekcji na XXI wiek, choć nie ukrywam, że we mnie budzą mieszane uczucia i nie jest to autor, którego wielbię i do którego pałam literacką miłością).
Animacja Ōoku: The Inner Chambers przyciągnęła mój wzrok swoim krótkim acz zaskakująco porywającym opisem. Tajemnicza choroba atakująca wyłącznie mężczyzn znacząco obniża ich populację w XVII-wiecznej Japonii, przez co kobiety przejmują większość obowiązków i ról, by zapewnić ciągłość funkcjonowania państwa. Wlicza się w to również funkcja władcy, czyli shoguna. Opowieść to alternatywna wersja historii, której punk wyjścia stanowi inspiracja okresem Edo. Jak większość anime, to też ma swoje źródło w mandze. Autorką oryginalnej opowieści jest Fumi Yoshinaga. Animacja natomiast, dostępna w serwisie Netflix, premierę historii przedstawionej za pomocą dziesięciu odcinków miała w 2023 roku.
Męski świat byłby niczym bez kobiet, a… kobiecy bez mężczyzn?
Ciekawe, że czerwonej ospie, czyli chorobie, która prowadzi do tak dramatycznej śmiertelności wśród męskiej populacji, nie poświęca się w anime zbyt wiele czasu. Wiemy tylko, że pojawiła się, kiedy niedźwiedź z pianą na pysku zaatakował młodego chłopca, który stał się tak zwanym pacjentem zero. Epidemia roznosi się szybko. Oczywiście biorę pod uwagę, że XVII wiek nie sprzyja prowadzeniu badań nad wirusem, czy szerzeniu świadomości na temat środków zaradczych związanych z przebiegiem chorób zakaźnych. Może po prostu we współczesnym, postpandemicznym (czy aby na pewno?) świecie ten wątek zwrócił moją szczególną uwagę. W każdym razie – stanowi on jedynie punkt wyjścia, pewien pretekst, żeby pokazać, jak świat staje na głowie. Bo przecież tylko w wypadku zniknięcia z powierzchni kraju większości mężczyzn, kobiety w ogóle mogą pomyśleć o wejściu w ich przysłowiowe buty. Trochę mnie mierzi na samą myśl, że jedynie świat bez mężczyzn jest światem równouprawnienia kobiet. Oczywiście czasy epoki Edo to nie czasy współczesnej Europy, niemniej według obecnych szacunków nawet teraz żaden kraj nie osiągnął jeszcze w pełni rozumianego równouprawnienia płci (biorąc pod uwagę wszystkie dziedziny ludzkiego życia), a świat zbliży się do niego w tym tempie za ok. 100 lat. Uwzględniając te szacunki, przekaz Ōoku wydaje się jeszcze mroczniejszy.
Oczywiście autorzy animacji nie twierdzą, że świat bez mężczyzn jest światem idealnym, w którym kobiety z uśmiechem na ustach przejęły wszystkie obowiązki, cieszą się wyjściem spod jarzma męskiej dominacji i dzięki pełni władzy zmieniają świat na lepsze. Nie jest to niestety takie proste. O ile rozpoczynamy historię z perspektywy bohatera, który nie dość, że jest przystojny, niearogancki, poświęca się dla rodziny i ląduje w haremie shoguna tylko i wyłącznie ze szlachetnych pobudek, to po wprowadzeniu w reguły rządzące światem cofamy się w czasie i zyskujemy informacje o jego genezie. Jak nastąpił proces przejęcia władzy przez kobiety? Jak wyglądało życie przeciętnych ludzi na prowincji, poza miastem i pałacem? Jak radziły sobie kobiety w rodzinach, w których mężczyźni znikali? Czy przejęcie obowiązków było czymś organicznym, czy wymuszonym? Oczywiście nie zdradzę wam odpowiedzi na te pytania, bo jaka pozostanie wam frajda z obejrzenia tej animacji?! Niemniej chciałabym uczulić na określanie tej historii mianem alternatywnej rzeczywistości, pokazującej funkcjonowanie matriarchatu, czy kobiet u władzy, bo w mojej opinii, wbrew pozorom, ona zupełnie nie jest o tym. Jest o patriarchacie jaki znamy i o tym, dlaczego nawet kiedy mężczyzn nie ma, rządzą oni światem.
Co nam robi zinternalizowany patriarchat?
Pamiętacie, jak we wstępie wspomniałam o tym, że normy kulturowe zdarza nam się postrzegać jak prawa naturalne? Nie ma pomiędzy nimi znaku równości, niemniej jeśli przez ogromną część historii człowieka jedna grupa wystarczająco długo wmawiała innej, że coś jest właściwe, prawdziwe i jedyne, to mamy do czynienia ze zjawiskiem internalizacji. Uwewnętrzniamy w sobie pewne zewnętrznie propagowane przekonania o świecie i żyjemy z nimi, jakby były w nas od początku, jakby były czymś naturalnie tam w środeczku nas obecnym, a przez to trudnym do dostrzeżenia. I mam wrażenie, że Ōoku: The Inner Chambers jest historią z perspektywy osoby z tak głęboko zinternalizowanym patriarchatem, że nawet jak chce stworzyć wyobrażony matriarchat, to jest on przesiąknięty męską perspektywą. Otóż rozpoczynamy historię w miejscu, w którym anormalna sytuacja, w której mężczyźni stanowią mniejszość populacji, już trochę trwa. Można powiedzieć, że w jakiś sposób się ustabilizowała. Jaką rolę w takim państwie pełnią mężczyźni?
Otóż jeśli w rodzinie rodzi się syn, który jakimś cudem przeżyje kolejne lata i zostanie młodzieńcem, jest to zasób szczególny. Według opowieści jest kilka opcji. Na pewno nie jest to osoba, która pracuje. Młodzi nie chcą się angażować w brudną robotę świadomi swojej wartości. Czasem to najbliżsi nie pozwalają im ryzykować zdrowiem i życiem, które mogliby utracić w związku z podjęciem pracy. Biedne rodziny, nie mając funduszy na utrzymywanie gęby, którą trzeba będzie wyżywić, a która do niczego się nie przyda, podejmują kilka działań. Zdarza się, że sprzedają możliwość obcowania z ciałem ich syna – za odpowiednią opłatą kobiety mogą zostać zapłodnione, czy po prostu zabawiane. Kiedy taki delikwent traci urok, starzeje się i marnieje, albo umieszcza się go w dzielnicy rozkoszy, licząc, że sam się utrzyma, albo kiedy jest już stary i ciąży na przykład siostrom czy kolejnemu pokoleniu, porzuca się go gdzieś w lesie na pastwę losu.
Zdarza się także, że rodzinie trafi się intratna oferta małżeństwa – żenią wtedy syna z kobietą, która zaoferuje najwięcej i mają takiego z głowy. Oczywiście tu przychód z syna jest jednorazowy, ale przynajmniej jego życie nie jest pasmem nadużyć natury seksualnej. Jest również opcja, jeśli syn jest szlachetny i przystojny, wysłania go do haremu shoguna. Młodzieniec do końca życia pozostaje zamknięty w komnatach i nie zobaczy już reszty świata, ale jakąś formę pieniężnej rekompensaty może przesyłać swojej rodzinie.

Jak widzicie cała rzeczywistość mężczyzn, którzy przebywają w tej alternatywnej wersji historii, kręci się wokół seksu. Dobrowolnego, bo ich zdolność zapładniania i wyjątkowy status generują kolejki kobiet, które są nimi zainteresowane; małżeńskiego, w ramach którego utrzymuje ich żona, czy też jej rodzina i gdzie pozostaje im leżeć i pachnieć; niedobrowolnego, który w ramach agresji odbywa się na mężczyznach przez innych mężczyzn lub niedobrowolnego, który w ramach wymiany pieniężnej odbywa się z udziałem kobiet (najczęściej desperacko pragnących potomstwa). Oczywiście jest też opcja seksu o statusie dyskusyjnym, czyli dołączenie do haremu shoguna. Dlaczego dyskusyjnym? Bo będąc tam możesz mieć wikt, opierunek i jedyne, czego doświadczysz, to (jeśli shogun cię wybierze) seksu z nią, pracy na rzecz pałacu lub dobrowolnego bądź niedobrowolnego seksu z innymi mężczyznami z haremu. Jak widzicie mężczyzn sprowadza się do roli zwierząt czysto seksualnych. Nie robią nic poza tym. No, może niektórym zdarzy się być hobbystycznie samurajami, ale raczej utrzymują rodzinę głównie dzięki jednemu źródłu dochodu. Jest to alternatywna wersja rzeczywistości, co do której trudno mieć jakieś przesłanki, bo w historii brak precedensów. Niemniej nadal bywają w tej sytuacji momenty, w których mężczyźni mogą być jakoś seksualnie uprzywilejowani. Jeśli popatrzymy na alternatywne wersje historii, w których to kobiety stanowiły reprodukcyjną mniejszość, jak w przypadku Opowieści podręcznej Margaret Atwood i serialu opartym o te książki, ich zdolność nie była zasobem, którym mogły rozporządzać. System został przygotowany tak, by nie miały żadnej decyzyjności. Osoby zdolne do reprodukcji były podręcznymi. Po prostu. Było to jedyne zadanie, jakie na nie czekało. Nie mogły wybrać, czy sprzedadzą swoje zdolności, czy pójdą do luksusowego haremu, czy pomogą rodzinie, czy nie. Rozumiecie? One zostały pozbawione zdolności wyboru. Mężczyźni, nawet jeśli stanowią mniejszość, dalej przedstawiani są jako jednostki wyboru niepozbawione. To uważam za zinternalizowany patriarchat. Oczywiście, te wybory są wyborami między młotem a kowadłem, niemniej istnieją. Mogą być gorsze, mogą być lepsze, w zależności od sytuacji rodzinnej, osobowości danego mężczyzny. Ale istnieją.
Druga rzecz – zakładamy, że gdyby kobiety przejęły władzę, było by tak, jak wtedy, gdy rządzili mężczyźni, tylko na opak. Czyli przemoc seksualna w postaci haremu istniałaby dalej, tylko teraz ją odwrócimy i mamy jedną kobietę i wielu mężczyzn. Wyzysk seksualny istniałby nadal, tylko teraz to kobiety nie są jego głównymi ofiarami. Wzięłabym jednak pod uwagę, zwłaszcza patrząc na odcinki mówiące o tym, jak przejęcie władzy przez kobiecego shoguna w ogóle się wydarzyło, że to było odziedziczenie męskocentrycznego systemu, w którego szczeliny kobiety musiały się w pewnym sensie wpasować. Nie jest to alternatywna historia, w której kobiety od zawsze są u władzy i nie stanowi w mojej opinii propozycji tego, jakie społeczeństwo (nie żyjąc ze zinternalizowanym patriarchatem) byłyby w stanie zaproponować. Może byłby to świat, w którym przemoc nie funkcjonowałaby na porządku dziennym? W przypadku tej animacji takim promyczkiem nadziei na nowy rodzaj kobiecych rządów jest shogun Yoshimune. Władczyni stara się dojść do genezy wielu zasad, które kwestionuje – dlaczego określa się ją mianem „władcy”, a nie „władczyni”, dlaczego musi nosić męskie imię, dlaczego trzymamy aż tylu mężczyzn w Ōoku. Kwestionuje ona obecny stan rzeczy jako coś rzekomo naturalnego i oczywistego, przyjętego w schedzie po mężczyznach, czemu należy się szacunek i podtrzymanie.
Jeśli macie ochotę, to zerknijcie na tę niealternatywną alternatywę i patriarchalny matriarchat. Jest to animacja, która skłania do refleksji, a o to mi przede wszystkim chodzi. Staram się nie oceniać przywoływanych tutaj produkcji jako złe, dobre, warte i niewarte obejrzenia. Jeśli o czymś piszę, to dlatego, że wywołało to we mnie emocje, refleksję, pomysł. I tak było również w tym przypadku. Weźcie jednak pod uwagę, że w animacji jest dużo brutalności i nadużyć natury seksualnej, które wywołują ciarki. Uzbrojeni w tę wiedzę (jeśli oczywiście chcecie) możecie zacząć przygodę z Ōoku.