
O niewypowiedzianych oczekiwaniach słów kilka
Nie tak dawno obejrzałam odcinek Katarzyny Miller na temat niewypowiedzianych oczekiwań. I uderzyło mnie, jak wiele z nich staram się spełniać. Przede wszystkim funkcjonuję pod obostrzeniem jednego i całkowicie podstawowego „być normalnym” i „radzić sobie”. Im jestem starsza, tym silniej przechodzi ono z podświadomości do części mózgu, w które mam pełny wgląd. Od lat nie czułam beztroski związanej z robieniem czegoś, na co mam ochotę, czy praktykowaniem tego, co uważam za ważne. Bo skąd mogę wiedzieć, że coś jest istotne? Albo że naprawdę na to mam ochotę? Przez lata wmawiano mi, że ktoś wie lepiej, co czuję, że moich emocji jest zbyt wiele, że powinnam być kimś, kto de facto nie jest mną. Życie nie nauczyło mnie, żeby hipotezy innych ludzi weryfikować doświadczeniami. Pozwalałam sobie na eksperymenty myślowe, racjonalne analizy i kalkulacje. A okazuje się, że to doświadczenie jest jednym z silniejszych bodźców, który jest w stanie na poziomie ciała dać nam sprzężenie zwrotne – podoba mi się, nie podoba mi się. Pozwala też wyjść poza „wydaje mi się”, że coś lubię albo nie lubię. Dopóki nie spróbujesz zjeść ogórka, nie dowiesz się, jak smakuje i czy naprawdę za nim nie przepadasz. Oczywiście nie jest tak z każdą preferencją – o niektórych po prostu wiemy, nie musimy ich weryfikować doświadczeniem. Wiem, że zamordowanie człowieka nie sprawiłoby mi satysfakcji, ba, jestem świadoma konsekwencji tego czynu. Nie muszę sprawdzać tego na poziomie empirii. Jednak w wielu przypadkach, tych małych i większych, blokuje nas strach. I nie podejmujemy wysiłku sprawdzenia, jak się z czymś czujemy w ciele.
Love is Blind – czego może nauczyć nas reality show?
Myślę, że ciekawym case study do zagłębienia się w tę sytuację jest netflixowe reality show Love is Blind, które w momencie pisania tekstu liczy sobie już 4 sezony w odsłonie amerykańskiej, 3 sezony w brazylijskiej, 1 w japońskiej, a niedługo debiutuje również w odsłonie szwedzkiej. Formuła programu polega na tym, że grupa mężczyzn i kobiet decyduje się na wzięcie udziału w „eksperymencie społecznym”, w którym chodzą na randki z przedstawicielami zbioru złożonego z osób płci przeciwnej. Jak nazwa programu wskazuje – randkują, nie widząc swoich potencjalnych przyszłych „jedynych”. Są także na czas przebiegu tej części programu odizolowani od świata zewnętrznego – nie mają dostępu do telefonu, komputera, czy wyjścia poza lokację reality show. Mężczyźni spędzają czas w przestrzeni z mężczyznami, kobiety z kobietami, poświęcając dni przychodzeniu do kabin, w których po drugiej stronie ściany czeka na nich potencjalny życiowy partner/partnerka. Bo kluczową kwestią w tym reality show jest fakt, że nie widząc osoby, którą się wybrało, należy się jej oświadczyć, jeśli chcemy kontynuować z nią tę szaloną przygodę.
I tu pojawia się wątek dotyczący niewypowiedzianych oczekiwań. Bo owszem, uczestnicy programu przychodzą z założeniem, że „miłość jest ślepa” ergo nie liczy się wygląd zewnętrzny i partnera/partnerkę chcemy znaleźć na podstawie jego/jej „wnętrza”, jakkolwiek byśmy je zdefiniowali. Niemniej najczęściej momentem weryfikującym związek jest zestawienie teorii z praktyką – czyli sprawdzamy poczynione przez osobę deklaracje wchodząc z nią w bezpośredni kontakt. Po oświadczynach partnerzy widzą się ze sobą po raz pierwszy. Ten moment jest odbierany w dwojaki sposób – zaskoczenie jest pozytywne, bo do pakietu związanego z „wnętrzem” dochodzi według uczestników jeszcze „atrakcyjna oprawa” albo czeka ich niemiła niespodzianka, kiedy ktoś totalnie wypada poza uznawany przez uczestników kanon urody, czy tzw. „typ” i utrudnia to pogłębianie więzi zbudowanej na poziomie emocjonalnym. Niewypowiedziane oczekiwanie jest więc takie – miłość nie jest ślepa, musi zaskoczyć sfera emocjonalna i sfera fizyczna. I tak jest w przypadku uczestników, którym udaje się wyjść z programu ze statusem mąż/żona. Formuła programu nadal jednak utrzymuje, że sukces tych osób potwierdza hipotezę, że miłość jest ślepa. Moim zdaniem można by tak twierdzić w momencie, w którym skuteczność programu wynosi 100% tj. wszystkie pary, które dobrały się w kapsułach na poziomie emocjonalnym, kończą jako małżeństwo. Jeśli nie postanowimy jednak zignorować tej części uczestników, której się nie powiodło, hipoteza upada. Miłość ślepa nie jest. Do głosu należy dopuścić doświadczenie i zaufać naszym ciałom.

Prawda jest taka, że dopiero w momencie, w którym doświadczymy faktycznej, fizycznie obecności drugiej osoby, jesteśmy w stanie stwierdzić, co do niej poczujemy. W teorii wszystko może się zgadzać – mamy podobne poglądy na kluczowe w życiu sprawy, wierzymy w to samo, oboje chcemy lub nie chcemy mieć dzieci itd. Da się to wszystko zweryfikować na etapie rozmowy. Niemniej tego, jak nasze ciało zareaguje choćby na feromony, czy inne związki chemiczne wytwarzane przez drugą osobę, nie możemy zweryfikować na etapie procesów myślowych. Musimy tego doświadczyć. I wykluczanie doświadczenia z tego równania sprawia, że frazes „miłość jest ślepa” albo „miłość nie jest ślepa” staje się pusty. Co znaczy ślepa? Nie bierze pod uwagę fizyczności i romantyzuje duchowość? Prawda jest taka, że dużą część naszego życia stanowi właśnie fizyczność. Nie udawajmy, czy też nie utrwalajmy kulturowych stereotypów, że kobiety nie robią kupy, a faceci nie płaczą. Wszystkie te wydzieliny naszego ciała istnieją. I wchodzą w skład równania.
Nie wypowiadając na głos tych oczekiwań, które brzmią „chcę, żeby mój partner/partnerka pociągała mnie fizycznie” (co nie musi być równoznaczne z ich funkcjonowaniem w ramach definiowanych przez współczesną kulturę zachodnią kanonów piękna itd.), „chcę czuć swobodę w obecności tej osoby”, „chcę określonego typu dotyku” itd. przyczyniamy się do romantyzowania rzeczywistości i utrwalania określonego typu kulturowych norm – a trzeba zadać sobie pytanie, czy w takich normach chcemy funkcjonować? Chcemy zignorować całkowicie sensoryczność, opierać się jedynie na teorii, tym co „ważne, ideowe, piękne”, a nie tym co „przyziemne, wulgarne, zmysłowe”? Wiele epok próbowało działać w ten sposób. Ale ludzie tacy nie są. I często po epoce pełnej rozumu, górnolotnych przykazów i reguł, takiej jak na przykład oświecenie, następowało odwrócenie porządku – romantyzm, który stawiał na zmysłowość i emocje. Może powinniśmy poświęcić temu chwilę refleksji, bo z jakiegoś powodu świat jest, jaki jest. A ucieczka od tego jest ucieczką w bezradność.